-Nathan...- powiedziałam oficjalnym tonem.
-Tak? -Szukamy sukni ślubnej, a nie mini na imprezę...
-Oj, dobra, ale tą też musisz mieć! Ooo! A to na noc poślubną - pomachał brwiami, a ja zaczęłam się śmiać. -Daj tego laptopa, bo ja się boję, co ty znajdziesz... - Ciągle się śmiałam.
-Katy, Katie, Kitty... Cat, Cati, Kiciu...
-Wiem, że byś sobie popatrzył na modelki w krótkich sukienkach, ale jestem zazdrosna - pocałowałam go. -No co ty, chodziło tylko o sukienkę... Ale cieszę się, że jesteś zazdrosna.
-No, więc daj. Wooow, ale ciacho... - udawałam.
-Ej, bo będę zazdrosny!
-To się cieszę - zaśmiałam się. - No chodź tu zazdrośniku, wybierzemy razem.
~*~
-Sukienki są nudne...
-Ej! Piękne są - szturchnęłam go.
-Możemy obejrzeć sale? - Spojrzał na mnie błagalnie.
-Oj, dobra - przewróciłam oczami. - A może jesteś głodny?
-Jestem, ale ty nie robisz dziś obiadu!
-A co? Mistrz kuchni zrobi? - Uśmiechnęłam się.
-Mistrz kuchni już biegnie - odwzajemnił gest. - Poczekaj godzinkę, a coś wyczaruję.
-Czekam.
~*~
Gdy już kończyliśmy obiad, usłyszeliśmy łomot i trzask, a po chwili drzwi się otworzyły i do środka weszli (wpadli) Max, Jay i Tom.
-Trafiliśmy!!! - Przybili sobie piątki.
-Wy serio? - podeszłam i przytuliłam Maxa, żeby szepnąć mu: - Miałeś rację.
-Widzę pierścionek! - uśmiechnął się Tom.
-To masz dobry wzrok -Przytulił mnie Nath.
-Gratulujemy! - wydarł się Jay.
-A może to wypłynęło z jakichś... Hmmm... Wyższych spraw? - Pomachał brwiami Tom.
-Nie wiem co masz na myśli...
-Wiesz, wiesz... - uśmiechnął się.
- Więc?
-Nie - zaśmiałam się. - jeszcze - odwróciłam się do Nathana i dałam mu buziaka.
-Kiedy wesele? - Max nagle oprzytomniał. - Będzie okazja do picia!!!
Zaśmiałam się. Max był moim najlepszym przyjacielem. Wyłączając Natha kochałam go najbardziej i był mi bardzo bliski.
-Max - walnęłam go w ramię. - A może spykniesz się z moją siostrą?
-A taka ładna jak ty?
-Khm - chrząknął Nathan.
-Nawet ładniejsza - Uśmiechnęłam się promiennie, a w między czasie odwróciłam się do Nathana, aby dać mu buziaka.
-No właśnie, a wy tu przyszliście na obiad, czy coś?
-Taaaak! Jesteśmy głodni!
-Tom, wiesz co? Nie mogę się doczekać, kiedy Kelsey wróci, bo codziennie przychodzie do mnie jeść, zupełnie przypadkiem, nie wspominając już nawet o stłucznych talerzach i telefonie w herbacie... A trafiacie przecież zupełnie przypadkiem! - zaśmiałam się. - Chłopaki! Nie możecie po prostu zadzwonić i powiedzieć, że chcecie przyjść na obiad?
-No dobra, mieliśmy jeść u Nareeshy, ale Siva nas wyrzucił! - poskarżył się Jay.
-Co zrobiliście?
-My? Nic... - uśmiechnął się Max.
-Rozwaliliśmy im lustro - wyruszył ramionami Jay. - A oni od razu taką aferę...
-Nath, zabezpiecz lustra!
-'Cause I like it, like that, Yeah, I like it, like that... - zaczął nucić Max.
-Wariaci... - zaczęłam się śmiać. Nathan wyciągnął folię i zaczął nią owijać lustro i śpiewać razem z Maxem, gdy nagle zza drzwi wyskoczył Tom z płynem do mycia szyb.
-To trzeba zainkroemować!
-Co?!
-Zabezpieczyć! - Zaczął psiukać w lustro i Nathana, aż trafił chłopakowi w oczy. Szatyn odruchowo przyłożył ręce do powiek, puszczając lustro, które rozbiło się w drobny mak.
-Idioto, co zrobiłeś?! - wydarł się Nathan.
-A ja dostanę obiad? - zapytał po chwili Jay. Byłam na szczycie załamania psychicznego.
-Tak, Jay, ty dostaniesz...
-Ej, ja też byłem grzeczny! - upomniał się Max.
-A to przecież Nathan stłukł lustro! - bronił się Tom, wskazując na chłopaka, który próbował zmyć płyn z oczu.
-Dobra, dobra... Najpierw posprzątaj...
-Ale... Katy...
-Tom. Posprzątaj.
-Dobrze... - pokiwał mizernie głową.
~*~
Reszta dnia minęła spokojnie, nie licząc rozbitej szklanki i podeptanego kwiatka. Późnym wieczorem położyłam się z Nathanem, żeby jeszcze porozmawiać o przygotowaniach do ślubu. Nie wiem, kiedy zasnęłam, wtulona w chłopaka.
_______________________________________________________
Więc... Witam na nowym blogu!! Cieszę się zainteresowaniem! Rozdział jest... yyy.. Wolę w ogóle go nie oceniać....Zostawię to Wam.. Jeżeli przeczytacie - SKOMENTUJCIE!!!
Kocham Was
Kasia M.