JEDNA WIELKA PROŚBA!
WSZYSTKICH PROSZĘ O KOMENTARZE.
TO NA PRAWDĘ WAŻNE DLA MNIE.
TO NA PRAWDĘ WAŻNE DLA MNIE.
Dziękuję!
Obudziłam
się ze świadomością, że muszę zbierać się do pracy. I to
szybko. I, że znów będzie tak samo... Znów będę wspominać,
zadawać sobie pytania, na które nie ma żadnej odpowiedzi.... I
najważniejsze - po raz kolejny czuć się nieswojo we własnym
domu.... Dlaczego? Bo dawniej ten dom wyglądał całkiem inaczej?
Był wypełniony radością, szczęściem i miłością? A teraz? Co
z tego zostało? I znów będę wspominać koszmary minionej nocy. Od
wieków ból jest tak samo trudny do zniesienia. Od wieków wiadomo,
że jedno zdarzenie może zrujnować wszystko, a jedna chwila
zniszczyć całą radość życia... I, że to co było, nigdy nie
wróci... NIGDY. To takie okropne słowo. Na prawdę ciężko jest
żyć ze świadomością, że ktoś, kto był nam bliski, z którym
spędzaliśmy tak wiele czasu już nigdy nie pojawi się w naszym
życiu. Obudziłam się też ze strachem. "Teraz czyha na Nas"
ciągle szumiało mi w głowie.... Nie potrafiłam o tym nie myśleć,
nie potrafiłam zapomnieć. Nie mogłam wymazać z pamięci
zamglonych, przestraszonych oczu Nathana. Jak powtarzał, że gdyby
coś mi się stało.... Po prostu nie chciałam tego pamiętać, a
nie potrafiłam zapomnieć. Zresztą w tej rzeczywistości wszystko
takie było...
Mimo wszystko postanowiłam iść do pracy. Wstałam, powtórzyłam monotonię kolejnych dni, zebrałam się w całość i mogłam ruszać do pracy. Nie mijając po drodze żadnych idiotycznych reporterów i dziennikarzy! Bo oni żyją tylko dzięki tragediom... Ale pominę ten temat, bo jest dla mnie strasznie drażliwy. Szłam szybko ulicą, żeby jak najszybciej znaleźć się w S&F. I rzeczywiście chwilę później wchodziłam już do budynku. Przywitałam się z mijanymi pracownikami i poszłam dalej, do mojego pokoju. Znów dużo telefonów i zamówień – firma pracowała świetnie. Tylko do klientów miałabym pewne zarzuty... Między innymi, że mi psują słuch drąc się do słuchawki... Ale dzisiaj na szczęście takich osób nie było, wszystko szło spokojnie, bez nerwów. Wyszłam z pracy dość wcześnie, dzięki temu, że przyjaźnię się z właścicielkami... Ach, te znajomości... Wróciłam do domu. W środku poza Nathanem zastałam jeszcze pozostałych chłopaków.
Mimo wszystko postanowiłam iść do pracy. Wstałam, powtórzyłam monotonię kolejnych dni, zebrałam się w całość i mogłam ruszać do pracy. Nie mijając po drodze żadnych idiotycznych reporterów i dziennikarzy! Bo oni żyją tylko dzięki tragediom... Ale pominę ten temat, bo jest dla mnie strasznie drażliwy. Szłam szybko ulicą, żeby jak najszybciej znaleźć się w S&F. I rzeczywiście chwilę później wchodziłam już do budynku. Przywitałam się z mijanymi pracownikami i poszłam dalej, do mojego pokoju. Znów dużo telefonów i zamówień – firma pracowała świetnie. Tylko do klientów miałabym pewne zarzuty... Między innymi, że mi psują słuch drąc się do słuchawki... Ale dzisiaj na szczęście takich osób nie było, wszystko szło spokojnie, bez nerwów. Wyszłam z pracy dość wcześnie, dzięki temu, że przyjaźnię się z właścicielkami... Ach, te znajomości... Wróciłam do domu. W środku poza Nathanem zastałam jeszcze pozostałych chłopaków.
-Heeej...
- powiedziałam zdziwiona tą „naradą rodzinną”.
-Hej,
chodź do Nas, musimy coś omówić... - wyjaśnił Tom. Pozostali
dodali tylko „hej”, a Jay tylko obdarzył mnie spojrzeniem, ale
do tego już przywykłam, od tamtego dnia...
-Co?
-Chodź...
-W
związku z Tym, że bardzo możliwe, że coś Nam grozi, a wcale nie
jesteśmy tacy mega odważni jak się mówi, musimy coś zrobić... -
zaczął Max.
-Proponuję
wyjechać – dał pomysł mój chłopak.
-Byle
nie do Włoch... - szepnął Jay, przymykając oczy.
-Ale
gdzie byśmy mieli wyjechać?
-Nie
wiem...
-Byle
nie do Włoch – powtórzył Jay i wyszedł na chwilę.
-A
jakieś inne propozycje?
-Możemy
zrobić zamach na zabójcę, którego nie znamy z bronią, której
nie mamy... - powiedział Nath, unosząc brew.
-Dobra,
zrozumiałem... - podniósł ręce Max i rozejrzał się ostrożnie.
- Wyjedziemy stąd. Daleko, bez niczyjej wiedzy, nikt nie będzie
wiedział gdzie.
-No
właśnie... Ale gdzie?
-Chiny?
-Kanada?
-Japonia?
-Australia?
-Fidżi?
- posypały się propozycje.
-Australia?
- szepnął. - Dobre.
~*~
-Jak
Ci idzie? - zapytał Nath, podchodząc do mnie.
-Kiepsko
- położyłam głowę na kolanach.
-Dobra,
pomogę Ci... - powiedział i zaczął wyrzucać rzeczy z szafy.
-Nathy...
Nie tak się pakuje - uśmiechnęłam się.
-Spokojnie,
dam sobie radę... - odwzajemnił gest.
-Czekam...
No i mam nadzieję, że Ty to zrobisz, bo ja... nie mam już siły...
-Ojej...
Moje biedactwo... Zrobię Ci kakao, chcesz? - zapytał z troską i
przytulił mnie delikatnie i pobiegł do kuchni.
-I
zostałam sama z pakowaniem... - westchnęłam, ale zaraz się
uśmiechnęłam. - Ale będzie kakao!...
-Sekunda!
-Nie
przeceniaj się! - zaśmiałam się.
-Dobra...
Minutka!
-Zobaczymy...
- szepnęłam do siebie.
Po
chwili brunet przyniósł moje upragnione kakao, które zaczęłam
pić i sam zabrał się za pakowanie. Szło mu to... całkiem nieźle!
-Za
ile skończysz?
-Kate!!
Jedziemy do Hiszpanii! Musisz mieć dużo ubrań!
Nie
rozumiałam o co chodzi i odwróciłam się. Nathan skinął głową
na okno. Zobaczyłam jedynie cień.
-Ojeeej,
no.... To tylko Hiszpania! - przewróciłam oczami.
-Nie,
Kat... To aż Hiszpania!
-Oooch,
proszę Cię – zaśmiałam się. - Dobrze, tylko spakuj mi jakiś
kostium, albo 3...
-Wszystko
– zawtórował mi i zaczął wszystko wpychać do walizki.
-Nath, spokojnie...
-Nath, spokojnie...
Wyrzuciłam
wszystko z walizki i zaczęłam układać ładnie rzeczy. 2 godziny
później, kiedy wszystko było już prawie gotowe zadzwonił Max.
-No
hej, jak wam idzie?
-Hej,
dobrze. Niedługo będziemy gotowi.
-Podjedziemy do Was z Kevinem...
-Jasne.
-Podjedziemy do Was z Kevinem...
-Jasne.
-Bądźcie
gotowi za pół godziny.
-Okay.
Pa pa!
-Pa
pa! - usłyszałam ostatnie słowa, po czym rozłączyłam się.
-No
to Ty dokończ, a ja pójdę tylko do łazienki – powiedział
Nath, po czym pocałował mnie i wyszedł.
Usłyszałam
huk. Drzwi były otwarte... W progu ktoś stał.
-Nathan?
Gdzie jesteś? Boję się... - szepnęłam.
______________________________________
Hej, wiem, że krótki, wiem, że mnie nie bylo... I wiem jeszcze jedno... NIKT NA MNIE NIE CZEKAŁ :3
Oki, no to tak... Nie wiem czy Wam mówiłam, że mój drugi blog jest dla mnie, nie zależnie od tego czy bd czytać ja bd pisać. Natomiast tu jest inaczej... Ten jest dla Was i jeżeli nie ma zainteresowania i nie komentujecie to znaczy, że nie ma sensu pisać...
Oki, no to tak... Nie wiem czy Wam mówiłam, że mój drugi blog jest dla mnie, nie zależnie od tego czy bd czytać ja bd pisać. Natomiast tu jest inaczej... Ten jest dla Was i jeżeli nie ma zainteresowania i nie komentujecie to znaczy, że nie ma sensu pisać...
A TO ZNACZY: JEŻELI NBD KOMENTARZY ZAWIESZĘ BLOGA.
DZIĘKUJĘ.
DZIĘKUJĘ.