Wysiadłam
cicho z samochodu i zarzuciłam na głowę kaptur z nadzieją, że
nikt mnie nie pozna. Byłam całkiem roztrzęsiona. Po policzkach
spływały zmieszane z rozmazanym tuszem, czarne łzy. A to wszystko
z jednego powodu. Oskarżono mnie o zrobienie czegoś, czego nie
zrobiłam i nigdy nie byłabym w stanie zrobić. Zabić Tessy? Moją
najlepszą przyjaciółkę, którą kochałam i kocham nadal, pomimo
że już jej nie ma... Zadawałam sobie kolejne pytania. Ale to
przecież nic nowego... Przez ten krótki, aczkolwiek zbyt bardzo
dłużący się czas zadałam sobie więcej pytań niż w ciągu
całego życia. W przeważającej większości były to pytania bez
odpowiedzi...
Jak
można było wymyślić coś tak absurdalnego? Skąd w ogóle może
przyjść do głowy coś takiego? Jak można aresztować niewinnego
człowieka? Dodatkowo bez dowodów! Z każdą nową łzą w mojej
głowie rodziło się kolejne pytanie. Niestety – znów bez
odpowiedzi.
Szurając
nogami po chodniku, przeszłam przez bramę i podwórko, a następnie
weszłam razem z moimi 'towarzyszami' do budynku.
-Teraz
pójdziemy na przesłuchanie – usłyszałam jak przez mgłę, bo
znów odpływałam w otchłań ciągłych problemów i pytań.
Kolejne
przesłuchanie... Zupełnie niepotrzebne, bo powiedziałam wszystko
ostatnio. I właśnie to mogłam im powiedzieć. No i właściwie
właśnie tak postanowiłam. Gdybym znów miała powtarzać całą
historię, którą mają już zapisaną, najprawdopodobniej
załamałabym się.
Weszłam do jasno oświetlonej sali. W lewym rogu stało biurko z hebanowego drewna i dwa krzesła, a po prawej stronie od drzwi stał ciąg białych regałów i szafek, wypełnionych różnymi segregatorami, teczkami i stertami papierów, ułożonych alfabetycznie. Ściany były białe, a lampy zawieszone na suficie raziły swoim mocnym blaskiem. Przez jedyne okno, zakryte częściowo metalową kratą wpadało światło latarni ulicznej. Całe pomieszczenie wydawało się być puste, nieprzyjazne i wręcz wiało od niego chłodem, przenikającym nieprzyjemnie wnętrze mojej duszy. Jeden z policjantów kazał mi usiąść na jednym z wspomnianych wcześniej krzeseł. Nieprzytomnie zrobiłam to co kazał i czekałam na ciąg dalszy. Po chwili zajął miejsce naprzeciwko mnie i przyglądał się, stukając długopisem o blat biurka. Przygotowywałam się na serię pytań, ale te nie następowały. Mijały kolejne minuty, a funkcjonariusz wciąż tylko patrzył na moją lekko przygarbioną postać, skuloną na krześle i rozglądającą się po pokoju. Nie mogłam nigdzie znaleźć zegarka, więc nie wiem dokładnie ile czasu minęło, aż odważyłam się przerwać dręczącą i ciężką ciszę.
-Na co czekamy? - zapytałam cicho, prawie szeptem.
Weszłam do jasno oświetlonej sali. W lewym rogu stało biurko z hebanowego drewna i dwa krzesła, a po prawej stronie od drzwi stał ciąg białych regałów i szafek, wypełnionych różnymi segregatorami, teczkami i stertami papierów, ułożonych alfabetycznie. Ściany były białe, a lampy zawieszone na suficie raziły swoim mocnym blaskiem. Przez jedyne okno, zakryte częściowo metalową kratą wpadało światło latarni ulicznej. Całe pomieszczenie wydawało się być puste, nieprzyjazne i wręcz wiało od niego chłodem, przenikającym nieprzyjemnie wnętrze mojej duszy. Jeden z policjantów kazał mi usiąść na jednym z wspomnianych wcześniej krzeseł. Nieprzytomnie zrobiłam to co kazał i czekałam na ciąg dalszy. Po chwili zajął miejsce naprzeciwko mnie i przyglądał się, stukając długopisem o blat biurka. Przygotowywałam się na serię pytań, ale te nie następowały. Mijały kolejne minuty, a funkcjonariusz wciąż tylko patrzył na moją lekko przygarbioną postać, skuloną na krześle i rozglądającą się po pokoju. Nie mogłam nigdzie znaleźć zegarka, więc nie wiem dokładnie ile czasu minęło, aż odważyłam się przerwać dręczącą i ciężką ciszę.
-Na co czekamy? - zapytałam cicho, prawie szeptem.
-Na
świadka – odpowiedział krótko i znów powrócił do
równomiernego uderzania przedmiotem o ciemne drewno biurka, które
przerwał, gdy zadałam pytanie.
Świadka? Jakiego świadka? Świadka czego? Kto mógł Nim być? I co ma do powiedzenia? Czy to będzie coś przeciwko mnie? Powie prawdę czy skłamie? Pogrąży mnie czy poprawi moją sytuację? A może pomoże mi i wyciągnie stąd? Ale może jednak przyjdzie tu, żeby zamknąć mnie na 25 lat w kryminale z jakimiś wytatuowanymi mordercami? Zna mnie? A może nie zna? Może nienawidzi i chce się mnie pozbyć? Ale... może jednak jest jak przyjaciel i obroni mnie? - w mojej głowie kreowały się coraz to nowe wątpliwości... To po prostu nie możliwe, żeby do zaledwie dwóch słów znaleźć tyle pytań... Ale w dalszym ciągu powstawały kolejne!
Świadka? Jakiego świadka? Świadka czego? Kto mógł Nim być? I co ma do powiedzenia? Czy to będzie coś przeciwko mnie? Powie prawdę czy skłamie? Pogrąży mnie czy poprawi moją sytuację? A może pomoże mi i wyciągnie stąd? Ale może jednak przyjdzie tu, żeby zamknąć mnie na 25 lat w kryminale z jakimiś wytatuowanymi mordercami? Zna mnie? A może nie zna? Może nienawidzi i chce się mnie pozbyć? Ale... może jednak jest jak przyjaciel i obroni mnie? - w mojej głowie kreowały się coraz to nowe wątpliwości... To po prostu nie możliwe, żeby do zaledwie dwóch słów znaleźć tyle pytań... Ale w dalszym ciągu powstawały kolejne!
Czas
oczekiwania coraz bardziej się dłużył. Na niebie wyraziście
świeciły gwiazdy. Czułam, że jeżeli nie przyjdzie zaraz, ja
zasnę... Kiedy już zamykałam oczy, drzwi otworzyły się, ale
zobaczyłam tylko cień, chyba dziewczyny. Cień, który coś mi
przypominał. Rozmowa o Hiszpanii... Wszystko się rozjaśniło.
„To
on zabił Tess... Teraz czyha na nas...”
Ale czy na pewno ON?
Ale czy na pewno ON?
A
może ONA?
Do
sali weszła niska brunetka z wysokim kucykiem na głowie, sztucznymi
rzęsami i toną 'tapety' na twarzy. Ubrana była w czarną, krótką
sukienkę, różowy sweterek i wysokie białe szpilki. Wyglądała,
jakby sztuczną słodkością chciała ukryć swoje prawdziwe
oblicze. Przeszła przez pomieszczenie z wyższością wymalowaną na
twarzy i widoczną w ruchach. Chwilę później dołączył do niej
drugi policjant i chłopak, którego jeszcze nie widziałam.
Uśmiechnął się do mnie ciepło i postawił krzesła, które
przyniósł. Jedno z nich zajęłą dziewczyna, która miała
zeznawać, a drugie komisarz. Czując na sobie nienawistny wzrok
dziewczyny, wiedziałam, że jej zeznania nie wpłyną na moją
korzyść. Coś wewnątrz mnie mówiło mi, że to ona zabiła Tess.
Nie wiem. Nie wiem dlaczego, ale nie mogłam wyrzucić tego z głowy.
Całą mną zawładnęły wizje tej dziewczyny i Tess. Brunetka
uderzała czymś moją przyjaciółkę, po czym ta upadała
nieprzytomnie na ziemię, żeby więcej się nie podnieść...
Później miejsce ciężkiego przedmiotu zajmował nóż, pistolet...
Pokręciłam szybko głową, a z mojego oka spłynęła łza, co
zwróciło uwagę zebranych. Popatrzyli na mnie chwilę, po czym
przystąpili do przesłuchania. Zaczęli od podstawowej procedury.
-Imię
i nazwisko?
-Isabella
Mercer.
To
było jedyne, co usłyszałam zanim moje własne myśli nie
zagłuszyły wszystkiego dookoła. Nie słyszałam nic, aż mojej
uwagi nie przykuło pytanie „Co działo się tamtego dnia?”.
-Więc – zaczęła i oparła się na krześle, jakby przygotowując do dłuższej historii. - Tamtego dnia na początku... yy... nie działo się nic ciekawego... Rano poszłam do kosmetyczki. Zrobiła mi wspaniały pedicure! Wiecie, teraz mam taki sam, mogę pokazać! - zaczęła zdejmować lakierowane buciki.
-Więc – zaczęła i oparła się na krześle, jakby przygotowując do dłuższej historii. - Tamtego dnia na początku... yy... nie działo się nic ciekawego... Rano poszłam do kosmetyczki. Zrobiła mi wspaniały pedicure! Wiecie, teraz mam taki sam, mogę pokazać! - zaczęła zdejmować lakierowane buciki.
-Obędzie
się – wstrzymał ją funkcjonariusz.
-Emm...
Na czym to ja... - udawała speszenie. - Aha! Później zrobiła mi
też manicure i w ogóle to wszystko idealnie... A jak makijaż
robi.... Jeżeli chcecie to... mogę wam dać adres. Szczególnie
Tobie by się przydało – zwróciła się do mnie z 'troską'.
-To
może zacznijmy od godziny 2 po południu?
-A
nie chce pan posłuchać o fryzjerce? Trudno – machnęła ręką.
Zaczęłam
bardzo dociekliwie zastanawiać się czy ona taka jest, czy tylko
udaje...
-No
więc. Około godziny 2 wyszłam z domu. Miałam dość ważną
sprawę do załatwienia. Kiedy wracałam około 4, przechodziłam
obok bloku Tessy – opowiadała żywo. - I ja przechodzę... A tam
ta oto KATHERINA wychodzi rozpromieniona z domu! - na jej słowa moje
oczy się rozszerzyły. - Z krwią na bucie! Wbiegłam do domu i
rzeczywiście! Moja Tessa leżała nieruchomo na ziemi! Nie żyła! -
załkała jak małe dziecko, wciąż machając rękami. - Dobrze, że
zrobiłam sobie zastrzyki na niezmywalny i trwały makijaż... -
zakończyła swą opowieść, a ja siedziałam skamieniała i wbita w
krzesło.
-Teraz
Ty. Masz coś do powiedzenia? Nie?
-Mam
– przerwałam stanowczo. - Ale do niej.- skinęłam na Isę. -
Dlaczego Ty mi to robisz? Dlaczego kłamiesz? Jaki masz w tym cel,co?
Tak Ci smutno, a nawet nie znałaś Tess! Kim Ty w ogóle jesteś?! I
jak możesz... - zalałam się łzami. - Dlaczego chcesz zrujnować
moje życie?! Dlaczego chcesz mnie zniszczyć?! Nienawidzę Cię. -
ostatnie słowa powiedziałam przez zęby.
Dziewczyna
zaśmiała się, po czym świadoma swojego błędu odwróciła
przerażony wzrok w kierunku funkcjonariuszy. Ci tylko zmarszczyli
brwi.
-Chcesz
coś jeszcze dodać? - jeden z nich zwrócił się do mnie.
-Tak.
O godzinie 4 byłam w domu. Moi przyjaciele mogą zaświadczyć, że
mówię prawdę, bo byli ze mną. A poza tym to chyba nawet nie muszę
mówić, że ta dziewczyna kłamie..
-Rozpatrzymy
to... - westchnął policjant. - Dobrze, pani może już iść –
skinął na brunetkę. - A panią odprowadzimy na razie do celi.
-Na
razie? A później? Ja nie chcę tu siedzieć bezczynnie, w dodatku
za niewinność!
-To
jeszcze zbadamy.
-A
teraz... idziemy – pociągnął mnie do drzwi.
_________________________________________________
Sorry za beznadzieję i zero odp, ale nie mam czasu a tym bardziej weny. Jeszcze raz przepraszam, dodaję to coś.
Może, podkreślam MOŻE Wam się spodoba, ale mi nie :?
Okay, zobaczymy co z nextem, a tymczasem..
Bye i mimo wszystko mam nadzieję, że ujdzie :*
Może, podkreślam MOŻE Wam się spodoba, ale mi nie :?
Okay, zobaczymy co z nextem, a tymczasem..
Bye i mimo wszystko mam nadzieję, że ujdzie :*