czwartek, 19 czerwca 2014

ROZDZIAŁ 6. "Z krwią na bucie!"

Wysiadłam cicho z samochodu i zarzuciłam na głowę kaptur z nadzieją, że nikt mnie nie pozna. Byłam całkiem roztrzęsiona. Po policzkach spływały zmieszane z rozmazanym tuszem, czarne łzy. A to wszystko z jednego powodu. Oskarżono mnie o zrobienie czegoś, czego nie zrobiłam i nigdy nie byłabym w stanie zrobić. Zabić Tessy? Moją najlepszą przyjaciółkę, którą kochałam i kocham nadal, pomimo że już jej nie ma... Zadawałam sobie kolejne pytania. Ale to przecież nic nowego... Przez ten krótki, aczkolwiek zbyt bardzo dłużący się czas zadałam sobie więcej pytań niż w ciągu całego życia. W przeważającej większości były to pytania bez odpowiedzi...
Jak można było wymyślić coś tak absurdalnego? Skąd w ogóle może przyjść do głowy coś takiego? Jak można aresztować niewinnego człowieka? Dodatkowo bez dowodów! Z każdą nową łzą w mojej głowie rodziło się kolejne pytanie. Niestety – znów bez odpowiedzi.
Szurając nogami po chodniku, przeszłam przez bramę i podwórko, a następnie weszłam razem z moimi 'towarzyszami' do budynku.
-Teraz pójdziemy na przesłuchanie – usłyszałam jak przez mgłę, bo znów odpływałam w otchłań ciągłych problemów i pytań.
Kolejne przesłuchanie... Zupełnie niepotrzebne, bo powiedziałam wszystko ostatnio. I właśnie to mogłam im powiedzieć. No i właściwie właśnie tak postanowiłam. Gdybym znów miała powtarzać całą historię, którą mają już zapisaną, najprawdopodobniej załamałabym się.
Weszłam do jasno oświetlonej sali. W lewym rogu stało biurko z hebanowego drewna i dwa krzesła, a po prawej stronie od drzwi stał ciąg białych regałów i szafek, wypełnionych różnymi segregatorami, teczkami i stertami papierów, ułożonych alfabetycznie. Ściany były białe, a lampy zawieszone na suficie raziły swoim mocnym blaskiem. Przez jedyne okno, zakryte częściowo metalową kratą wpadało światło latarni ulicznej. Całe pomieszczenie wydawało się być puste, nieprzyjazne i wręcz wiało od niego chłodem, przenikającym nieprzyjemnie wnętrze mojej duszy. Jeden z policjantów kazał mi usiąść na jednym z wspomnianych wcześniej krzeseł. Nieprzytomnie zrobiłam to co kazał i czekałam na ciąg dalszy. Po chwili zajął miejsce naprzeciwko mnie i przyglądał się, stukając długopisem o blat biurka. Przygotowywałam się na serię pytań, ale te nie następowały. Mijały kolejne minuty, a funkcjonariusz wciąż tylko patrzył na moją lekko przygarbioną postać, skuloną na krześle i rozglądającą się po pokoju. Nie mogłam nigdzie znaleźć zegarka, więc nie wiem dokładnie ile czasu minęło, aż odważyłam się przerwać dręczącą i ciężką ciszę.
-Na co czekamy? - zapytałam cicho, prawie szeptem.
-Na świadka – odpowiedział krótko i znów powrócił do równomiernego uderzania przedmiotem o ciemne drewno biurka, które przerwał, gdy zadałam pytanie.
Świadka? Jakiego świadka? Świadka czego? Kto mógł Nim być? I co ma do powiedzenia? Czy to będzie coś przeciwko mnie? Powie prawdę czy skłamie? Pogrąży mnie czy poprawi moją sytuację? A może pomoże mi i wyciągnie stąd? Ale może jednak przyjdzie tu, żeby zamknąć mnie na 25 lat w kryminale z jakimiś wytatuowanymi mordercami? Zna mnie? A może nie zna? Może nienawidzi i chce się mnie pozbyć? Ale... może jednak jest jak przyjaciel i obroni mnie? - w mojej głowie kreowały się coraz to nowe wątpliwości... To po prostu nie możliwe, żeby do zaledwie dwóch słów znaleźć tyle pytań... Ale w dalszym ciągu powstawały kolejne!
Czas oczekiwania coraz bardziej się dłużył. Na niebie wyraziście świeciły gwiazdy. Czułam, że jeżeli nie przyjdzie zaraz, ja zasnę... Kiedy już zamykałam oczy, drzwi otworzyły się, ale zobaczyłam tylko cień, chyba dziewczyny. Cień, który coś mi przypominał. Rozmowa o Hiszpanii... Wszystko się rozjaśniło.
To on zabił Tess... Teraz czyha na nas...”
Ale czy na pewno ON?
A może ONA?
Do sali weszła niska brunetka z wysokim kucykiem na głowie, sztucznymi rzęsami i toną 'tapety' na twarzy. Ubrana była w czarną, krótką sukienkę, różowy sweterek i wysokie białe szpilki. Wyglądała, jakby sztuczną słodkością chciała ukryć swoje prawdziwe oblicze. Przeszła przez pomieszczenie z wyższością wymalowaną na twarzy i widoczną w ruchach. Chwilę później dołączył do niej drugi policjant i chłopak, którego jeszcze nie widziałam. Uśmiechnął się do mnie ciepło i postawił krzesła, które przyniósł. Jedno z nich zajęłą dziewczyna, która miała zeznawać, a drugie komisarz. Czując na sobie nienawistny wzrok dziewczyny, wiedziałam, że jej zeznania nie wpłyną na moją korzyść. Coś wewnątrz mnie mówiło mi, że to ona zabiła Tess. Nie wiem. Nie wiem dlaczego, ale nie mogłam wyrzucić tego z głowy. Całą mną zawładnęły wizje tej dziewczyny i Tess. Brunetka uderzała czymś moją przyjaciółkę, po czym ta upadała nieprzytomnie na ziemię, żeby więcej się nie podnieść... Później miejsce ciężkiego przedmiotu zajmował nóż, pistolet... Pokręciłam szybko głową, a z mojego oka spłynęła łza, co zwróciło uwagę zebranych. Popatrzyli na mnie chwilę, po czym przystąpili do przesłuchania. Zaczęli od podstawowej procedury.
-Imię i nazwisko?
-Isabella Mercer.
To było jedyne, co usłyszałam zanim moje własne myśli nie zagłuszyły wszystkiego dookoła. Nie słyszałam nic, aż mojej uwagi nie przykuło pytanie „Co działo się tamtego dnia?”.
-Więc – zaczęła i oparła się na krześle, jakby przygotowując do dłuższej historii. - Tamtego dnia na początku... yy... nie działo się nic ciekawego... Rano poszłam do kosmetyczki. Zrobiła mi wspaniały pedicure! Wiecie, teraz mam taki sam, mogę pokazać! - zaczęła zdejmować lakierowane buciki.
-Obędzie się – wstrzymał ją funkcjonariusz.
-Emm... Na czym to ja... - udawała speszenie. - Aha! Później zrobiła mi też manicure i w ogóle to wszystko idealnie... A jak makijaż robi.... Jeżeli chcecie to... mogę wam dać adres. Szczególnie Tobie by się przydało – zwróciła się do mnie z 'troską'.
-To może zacznijmy od godziny 2 po południu?
-A nie chce pan posłuchać o fryzjerce? Trudno – machnęła ręką.
Zaczęłam bardzo dociekliwie zastanawiać się czy ona taka jest, czy tylko udaje...
-No więc. Około godziny 2 wyszłam z domu. Miałam dość ważną sprawę do załatwienia. Kiedy wracałam około 4, przechodziłam obok bloku Tessy – opowiadała żywo. - I ja przechodzę... A tam ta oto KATHERINA wychodzi rozpromieniona z domu! - na jej słowa moje oczy się rozszerzyły. - Z krwią na bucie! Wbiegłam do domu i rzeczywiście! Moja Tessa leżała nieruchomo na ziemi! Nie żyła! - załkała jak małe dziecko, wciąż machając rękami. - Dobrze, że zrobiłam sobie zastrzyki na niezmywalny i trwały makijaż... - zakończyła swą opowieść, a ja siedziałam skamieniała i wbita w krzesło.
-Teraz Ty. Masz coś do powiedzenia? Nie?
-Mam – przerwałam stanowczo. - Ale do niej.- skinęłam na Isę. - Dlaczego Ty mi to robisz? Dlaczego kłamiesz? Jaki masz w tym cel,co? Tak Ci smutno, a nawet nie znałaś Tess! Kim Ty w ogóle jesteś?! I jak możesz... - zalałam się łzami. - Dlaczego chcesz zrujnować moje życie?! Dlaczego chcesz mnie zniszczyć?! Nienawidzę Cię. - ostatnie słowa powiedziałam przez zęby.
Dziewczyna zaśmiała się, po czym świadoma swojego błędu odwróciła przerażony wzrok w kierunku funkcjonariuszy. Ci tylko zmarszczyli brwi.
-Chcesz coś jeszcze dodać? - jeden z nich zwrócił się do mnie.
-Tak. O godzinie 4 byłam w domu. Moi przyjaciele mogą zaświadczyć, że mówię prawdę, bo byli ze mną. A poza tym to chyba nawet nie muszę mówić, że ta dziewczyna kłamie..
-Rozpatrzymy to... - westchnął policjant. - Dobrze, pani może już iść – skinął na brunetkę. - A panią odprowadzimy na razie do celi.
-Na razie? A później? Ja nie chcę tu siedzieć bezczynnie, w dodatku za niewinność!
-To jeszcze zbadamy.
-A teraz... idziemy – pociągnął mnie do drzwi.

_________________________________________________
Sorry za beznadzieję i zero odp, ale nie mam czasu a tym bardziej weny. Jeszcze raz przepraszam, dodaję to coś.
Może, podkreślam MOŻE Wam się spodoba, ale mi nie :?
Okay, zobaczymy co z nextem, a tymczasem..
Bye i mimo wszystko mam nadzieję, że ujdzie :*

5 komentarzy:

  1. To jest piękne !
    Weny
    "Z krwią na bucie"
    KOCHAM <3

    OdpowiedzUsuń
  2. WOOOW!!!
    Jestem pod wrażeniem....
    I mam ochotę pójść do tej małpy!
    Tak, właśnie tak działają na mnie Twoje blogi...
    Co za emocje, co za emocje!
    Jak na finale MŚ xd
    Kochana, to jest cudowne! Zawsze będę Ci to powtarzać!
    Na pewno ten debilny śmiech pomoże Kate!
    Trzymam kciuki, żeby wyszła <3
    Poza tym rozdział cudowny, świetny.... i w ogóle <3 <3
    Nawet długi *__*
    Kocham, pozdrawiam <3
    M. LL. <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  3. co kurwa to przeciez logiczne ze kate jest nie winna no ja to wiem ona to wie chlopcy to wiedza ale ten tempy policjant tego nie wie ci za banda kretynow a myslalam ze Polska policja jest do dupy a tu prosze !! A tak po za tym to swietny rozdzial Weny i do nn kochana :) ;D
    P.s Przepaszam za bledy mam zagraniczna klawiatore i sama rozumiesz nie mam polskich literek :/ :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale ona jej nie zabil!!!! Co za Policja lepiej prawdziwego zabujcy niech szukaja rozdział supcioo Wenny i do NN ♥.♥
    + Zapraszam http://tw-my-life.blogspot.de/2014/08/rodzia-64.html?m=1

    OdpowiedzUsuń