-Aaauć! Kto?!...
-Tom... - powiedziałam i odebrałam. - Tak słucham?
-No cześć, Katy!
-No hej, Tom.
-Mam nadzieję, że Cię nie obudziłem.
-Ja też...
-Co? - zapytał zdziwiony.
-Nic... - zaśmiałam się.
-No to... Ten, właśnie... Mam nadzieję, że Cię nie obudziłem...
-Mnie nie - mruknęłam.
-Aha... Nath?
-Mhm... A po co dzwonisz? - zapytałam wesoło.
-Więc tak... Wzięliśmy sobie do serca to co nam powiedziałaś... - powiedział, a ja zaczęłam się zastanawiać, co takiego im powiedziałam... - I... - kontynuował. - Postanowiliśmy dzwonić, kiedy chcemy przyjść na obiad! - oświadczył uroczyście.
Wybuchnęłam śmiechem.
-Taaak... Tommy... I pewnie dzisiaj chcecie przyjść?
-Możemy? - zapytał komicznie słodkim głosem.
-Możecie, tylko po 3, bo idę na zakupy z Tess i w ogóle...
-Ale Nathan przecież będzie... Tak?
-Może lepiej przyjdźcie po 3... Okay?
-Dobra... Ale co my będziemy robić do tak późna?
-Nie wiem, muszę kończyć Tom. Pa pa.
-Pa pa - usłyszałam po drugiej stronie i rozłączyłam się.
-Tom... Przyjdzie?
-Mhm... Ale skarbie... Będę Cię bronić - zaśmiałam się i pocałowałam go. - Ja idę na dół, a ty skarb idź spać.
-Mmm...
-Kolorowych! - rzuciłam i wybiegłam z pokoju.
Świat był taki piękny... Wszystko mi się wspaniale układało. Miałam chłopaka, a właściwie narzeczonego, przyjaciół, dom, szczęście i nadzieję... A ona jest bardzo ważna, chociaż czasami zawodzi. Już po chwili usłyszałam spokojny, miarowy oddech Nathana. Zasnął. Uśmiechnęłam się do siebie. "Mój najdroższy skarb" - przebiegło mi przez głowę. Gdy weszłam do kuchni, znów usłyszałam znany mi dzwonek i huk.
-Dlaczego on zawsze spada z łóżka, gdy dzwoni mój telefon? - zapytałam sama siebie i pobiegłam odebrać.
-Tess! - krzyknęłam do słuchawki.
-Kate... Jak my dawno nie rozmawiałyśmy! Ale dzisiaj to nadrobimy.
-Ale chyba podobało ci się w Europie?
-Było cudownie! Ale opowiem ci wszystko, kiedy się zobaczymy. No właśnie. Pamiętasz o spotkaniu? - mówiła ożywiona.
-No oczywiście! Widzimy się niedługo. Pa pa!
-Pa pa! Buziaki!
-Kto mnie znowu obudził? - wymamrotał Nathan. - Już nie zasnę...
-Zaśniesz, zaśniesz... Tess raczyła cię obudzić - zaśmiałam się. - No. To teraz dla odmiany życzę słodkich snów!
Szatyn, pomimo zapewnień, że już nie zmruży oka, zasnął natychmiast, a ja poszłam coś zjeść i zaczęłam przygotowywać się do wyjścia. Zostawiłam śniadanie Nathanowi i wyszłam z domu.
Szłam wesoło ulicą. Potrącałam ludzi, którzy spokojnie mogli uznać mnie za wariatkę, bo ciągle się śmiałam i uśmiechałam do wszystkich. Skierowałam się do kawiarni, w której czekała na mnie Tess. Tak, czekała - nie pomyliłam się.
-Aaa... Tess!... - pisnęłam i przytuliłam mocno przyjaciółkę.
-Hej, Katy!... Jak się cieszę, że Cię widzę!
-Ja też... Ale dobra. Siadaj, kochana i opowiadaj. Jak było?!
-CU-DO-WNIE!
-Twoja odpowiedź jest taka... rozbudowana - zaśmiałam się.
-No już, już... - zawtórowała mi. - Tylko trochę się pozbieram w całość, bo... Aaa!... No tak się cieszę!
-Zbieraj się, tylko szybko, bo chcę wiedzieć, gdzie pojechać w podróż poślubną!
-Poślubną?! Aaa! Ty wredna! Jak mogłaś?! - mówiła podekscytowana. - Oświadczył się?!
-Tessy, spokojnie! Tak, tak! Zupełnie... Wariuję! Niedługo się pobieramy...
-No i już wiesz, kto będzie Twoją najlepszą, najpiękniejszą i najcudowniejszą druhną?
-No oczywiście! - zaśmiałam się. - Tylko mnie nie skompromisuj*!
-Oooh, ty... Ale przynajmniej już wiadomo, że jestem najlepszą, najpiękniejszą i najcudowniejszą druhną! - powiedziała z udawaną dumą.
-Wątpiłaś w to?
-Szczerze? Niee.
-Jak zwykle... - przewróciłam oczami, ze śmiechem. - Ale, ale! Miałaś opowiadać!
-Europa... Tak pięknie... No dobra... Ja wiem - my też mieszkamy w Europie - zaśmiała się, chowając twarz w dłonie. - Ale wiesz, o co mi chodzi... No, więc. Tam było tak pięknie... Tylko najgorsze było to, że byłam tam bez Jay'a... - wykrzywiła usta w podkówkę. - Ale... Ooo... Znów "ale"! Ale najważniejsze, że już wróciłam!
-No, ale byłaś z braciszkiem! No właśnie... Co zwiedzaliście z Army'im? - zapytałam. - Coś, coś... Koloseum?
-Tak! Na serio... Mam tyle zdjęć... Podróż życia! - mówiła, żywo gestykulując.
Zaczęła opowiadać o wszystkich miejscach, które odwiedziła i ogólnie o całej wycieczce. W kawiarni byłyśmy do południa, a później poszłyśmy do kina, na lody, do parku... A o godzinie 3 musiałam wracać.
-Tess, chodź ze mną! - namawiałam przyjaciółkę.
-Bardzo bym chciała, ale nie mogę...
-Tessy... - zrobiłam słodkie oczka. - Jay przyjdzie...
-Kusząca propozycja - zaśmiała się - ale na prawdę nie mogę. Obiecuję, że przyjdę jutro! - przyłożyła rękę do serca. - Zaraz po spotkaniu z Jay'em.
-Ach, wy... No dobra, to do zobaczenia, jutro! - przytuliłam ją na pożegnanie. - Trzymaj się!
-Pa pa, Kat! - roześmiała się i obie skierowałyśmy się do swoich domów.
~*~
-Spóźniłaś się 10 minut, skarbie... - powiedział załamanym głosem. - Może wcześniej dałabyś radę uratować nasz dom...
-Co?!
-Jak można w 10 minut tyle zniszczyć? - zapytał bardziej siebie, niż do mnie, siadając na małej ławce, oddychając głęboko i dodał już do mnie: - Uważaj na drzwi...
-Aha...? - odpowiedziałam i weszłam do holu. - Tom? - rozejrzałam się i poczułam coś pod stopą, ale zanim zdążyłam się zorientować, runęłam na podłogę. - Tom!
-Tak, Katy?
-Co to jest?
-Yyy... - wyszedł z przypalonym garnkiem w ręku. - Drzwi?
-Ale dlaczego leżą na podłodze?!
-Zerwały się zawiasy... - zrobił minę niewiniątka.
-Tak... Same się zerwały... A co robisz? - zapytałam, wchodząc za nim do kuchni.
-Wyręczam Cię. No, bo ty codziennie to robisz... I w ogóle...
-Nie wiedziałam, że codziennie przypalam garnki i psuję mikrofalówki... - spojrzałam na dymiący sprzęt, za brunetem.
-Eeemm...
-Co ty zrobiłeś z tą mikrofalówką?!
-Chciałem zrobić obiad...
-W mikrofalówce? - spojrzałam na niego, unosząc brew. - Aha... Boję się.
-Nie bój się! Wszystko pod kontrolą! - machnął ręką do tyłu, parząc ją o spaloną mikrofalówkę. -Aaaał!...
Zaczął machać rękami i skakać, po czym wpadł wreszcie na to, żeby włożyć rękę pod zimną wodę. Niestety, nie miał za wiele szczęścia, bo prędkość z jaką próbował odkręcić kran, spowodowała oderwanie całej baterii... Tak - Tom = nieszczęście i zniszczenie. Woda zaczęła tryskać w powietrze i zalewać całą kuchnię, ale nie dało jej się zakręcić. Wybiegłam na zewnątrz i zakręciłam wodę w całym domu.
-Co się znowu stało? - zapytał Nathan.
-Dlaczego Tom ma właśnie takie imię, a nie... Hmm... Na przykład: klęska, katastrofa, tragedia?... - zapytałam tylko.
-Co zrobił?
-Ależ nic! Tylko doradź mi. Kazać mu sprzątać, czy lepiej unikać dalszych katastrof?
-Unikać! Ja Ci pomogę...
-Dziękuję. Chodźmy już lepiej, bo jego nie można zostawiać samego nawet na chwilę...
Wbiegliśmy do domu i poszliśmy korytarzem pod drzwi kuchni.
-STOP! - powiedziałam.
-Prosimy uważać, teren zagrożony? - zaśmiał się Nath.
-Świetnie to ująłeś... Okay, chodź.
-Mission impossible!
-Same trafne teksty... - pokręciłam głową. - Tom?
-Ooo, jesteś! Jak widzisz... Naprawiłem ten kran, kiedy wyszłaś... Tylko jeszcze nie wiem jak to nałożyć... - wziął do ręki to co zostało z baterii. - Ale woda już nie leci!
-Tak, Tom... Ty naprawiłeś... Wmawiaj sobie... - mruknęłam. - A co robisz?
-Włożyłem właśnie kurczaka do piekarnika...
-To też chcesz nam spalić?
-Co? -Nic, nic...
Zadzwonił dzwonek.
-To pewnie Jay i Max próbują być kulturalni... Idźcie otworzyć. I nie życzę sobie niczyjej obecności w kuchni.
-To nie koncert życzeń... - odpowiedział Nath.
-A ja nie życzę sobie, żeby mój kochany piekarnik ucierpiał! - krzyknęłam i poszłam razem z Nathanem otworzyć drzwi.
-Cześć Nathan, Cześć Katy! - przywitali nas wesoło Jay i Max.
-Hej... - przytuliłam obu. - Piliście, ćpaliśćie?
-Taaak... - odpowiedział Max.
-Nieee... - zaprzeczył mu w tym samym czasie Jay.
Wtedy zaczęli szeptać między sobą, po czym odezwali się zgodnie: - Nie.
-Czyli tak - skwitowałam. - Zapraszam!
-Dziękujemy, dziękujemy...
-Proszę bardzo... Tylko... - zaczęłam. -Uważajcie na drzwi! - dokończyliśmy wspólnie z Nathanem.
-Co? - zapytali jednocześnie, ale tylko Max spojrzał w dół i zastosował się do naszego ostrzeżenia. Co do Jay'a, to tak samo jak ja runął na podłogę...
-Co to ku*wa jest?!
-Chyba drzwi... - powiedział Max, wnikliwie przeglądając cały hall.
-Dobra, Jay. W porządku? Chodźcie do środka.
-Jest już prawie OK - odpowiedział loczek, gładząc lekko potłuczony nos.
-Na pewno?
-Tak, tak... To gdzie?
-Do salonu... Kuchnia teraz przeżywa tortury. Nie chcesz na to patrzeć...
-Tom już przyszedł? - zaśmiał się Max.
-A nie słychać? - również zaśmiałam się, bo z kuchni doszedł właśnie łomot upadających przedmiotów i przekleństwa Toma.
-Jakby co, to widziałem, że sprzedają całkiem ładny dom niedaleko - odezwał się Jay.
-Mówiąc "niedaleko" co tym razem masz na myśli? - zapytał Nath.
-Yyyy... Tak mniej więcej... No... Drugi koniec miasta... - poddał się.
-Aha, to dzięki, ale może poszukamy czegoś bliżej... - odpowiedział Nathan.
-Nie, nie! - zaprzeczyłam mu. - To jest świetne rozwiązanie!
-Właściwie... - zastanowił się Nath. - Ale OK... Dom jeszcze jest cały...
-JESZCZE - podkreśliłam. - No dobra, to co robimy?
-Moglibyśmy w coś pograć... - namyślił się Jay. - Albo...
-Co? - zapytaliśmy zaciekawieni.
-Nie wiem - wzruszył ramionami loczek.
-Okay. W co gramy?
-Yyyy... Może...
-Może...
-Yyyy... - odpowiedzieli bardzo podobnie.
-Świetny pomysł! - zironizowałam. - Obejrzymy coś.
-Właśnie to chciałem powiedzieć! - powiedział Max, pstrykając palcami.
-Wymyślając, w co można grać? - zapytałam, śmiejąc się.
-Yyyy... A ty to co?
-Ja miałam tylko słuchać propozycji... No, ale wiesz... Pech, żadna mi się nie spodobała... - powiedziałam i włączyłam przypadkowy kanał.
Jak się okazało Disney Channel... Który oglądaliśmy, przez następne 45 minut, kiedy to... No właśnie. Usłyszeliśmy nagle huk, jakby uderzenie pioruna. Wpadliśmy do kuchni, gdzie Tom stał na środku z opadniętą szczęką.
-Tom. Co. Ty. Zrobiłeś? - zapytałam, oddzielając słowa.
-No... Przypaliło się i w ogóle było za gorące... No i złożyłem do lodówki.
-Tom. Mam pytanie.
-Słucham?
-Czy ty jesteś normalny?
-Nie.
-Po co pytałam... Dobra... Trzeba to...
-CZAS NA SELFIE! - wyrwał się Tom.
-Selfie z lodówką bez światełka?
-Yyyy... Tak! To takie niezwykłe i niespotykane! - "pisnął".
-I takie... Cool!... - dokończyłam tym samym, ale sarkastycznym tonem.
-No wiadomo... - uśmiechnął się.
-No to może teraz pójdziecie i grzecznie pooglądacie sobie "Sam&Cat", a ja posprzątam i zrobię obiad, bo jest już 4...
-Mhm! - pokiwali zgodnie głowami i pobiegli do salonu, tylko Nath został, żeby mi pomóc.
Okazało się, że nie jest najgorzej... Tom tylko... Zepsuł mikrofalówkę, wypalił dziurę w piekarniku, spalił lodówkę i rozwalił kran... Nie, nie... Nie jest źle. Po godzinie zawołałam ich na obiad, a później postanowili pojechać po Sivę i wybrać się do klubu na imprezę. Niestety, ja nie miałam wcale ochoty, więc udało mi się jakoś udobruchać Nathana i zostać w domu. Po 7, gdy kończyłam już sprzątanie, rozległ się dzwonek.
Kiedy otworzyłam drzwi pobladłam.
-Dobry wieczór, komisarz McCampbell. Pani Katherine Lester? - zapytał mnie mężczyzna w mundurze, stojący obok swojego towarzysza.
Czułam, że robi mi się słabo...
*skompromisuj - skompromituj
______________________________________________________________
Heyyy!! Po nieobecności powracam z rozdziałem... Dziękuję wszystkim za komentarze, liczę na jakieś pod tym rozdziałem... Ale co do niego, to nie wypowiem się, bo jest... Średni. Albo gorzej :/
A co do treści....Końcówka. Zdradzę tylko, że wprowadzi niemałe zamieszanie w życiu Natherine.
Obstawiajcie co mogło się stać xD
Dziękuję jeszcze raz, przepraszam za tak długą nie obecność i mam nadzieję, że Wam się spodoba, nie zważając na moją opinię ;)
Kocham, pozdrawiam
Kasia M.
Co ty mi tu opowiadasz?! Jakie średnie?? Zamiast wymyślać, weź tu poszpanuj trochę swoim talentem!! Takie tam cudoo... Ale jak z Twojej ręki to normalne ;)
OdpowiedzUsuńBosh, te akcje Toma.... I Nath... xD Nmg. xx
Aaa... I ta końcówka!!
Co to ma być?!
Co się stało??
Byleby nic chłopakom :'((
No i zabiję Cię jak tylko znajdę, za przerwanie w takim momencie..!! (Chociaż nwm, gdzie mieszkasz..)
M.LL. <33
Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa , Kasia !! Ten rozdział jest świetny !! XD , I Nie przejmuj się ja też miałam dzisiaj troszkę gorszą katastrofę xD Czekam na kolejny i w życiu Nathana .. Co się stanie ?! Nienawidzę cię za to że przerwałaś w takim momencie xD !! Nmg , pozdrawiam z podłogi xD !!
OdpowiedzUsuńAch, te katastrofy... Xd
UsuńAle my mamy głupie pomysły i pytania co można i jak zepsuć w domu ? Jesteśmy genialne ,ale ty genialniejsza !!! :D Czekam na nexta ! :)
OdpowiedzUsuń