Czemu oni nic nie mówią?! Aaa... Zadali pytanie...
-Tak, to ja...
-Musimy zabrać panią na przesłuchanie.
-W jakiej... sprawie? - zapytałam słabo.
-W sprawie zabójstwa pani Tessy Stanley.
-Słucham? To chyba pomyłka... Przecież Tess żyje... Widziałam się z nią dzisiaj... Jak...
-Przykro nam, ale pani Stanley nie żyje.
-Jak to nie żyje?! - poniosły mnie nerwy.
-Dobrze się pani czuje? - zapytał młodszy towarzysz komisarza McCampbella.
-A jak by się pan czuł, gdyby dowiedział się pan o śmierci bliskiej osoby?! - uniosłam się, a po chwili poczułam się jeszcze gorzej i musiałam oprzeć się o ścianę.
-Przepraszam. Rozumiem, ale musi pani stawić się na komisariacie... Proszę przyjść jutro.
-Nie, nie... Jutro tym bardziej nie dam rady... Chwileczkę... - wzięłam płaszcz i wyszłam za policjantami.
~*~
-Więc... Nic więcej pani nie wie? -Nie... - odpowiedziałam drżącym głosem.
-Dobrze, może pani już jechać do domu. Tylko może lepiej niech ktoś po panią przyjedzie... I dziękujemy, bardzo Nam pani pomogła. Do widzenia.
-Oby nie... - szepnęłam do siebie.
Usiadłam na krzesełku i wzięłam kilka głębokich oddechów. Chciałam zadzwonić do Nathana, ale dziwnym zbiegiem okoliczności zrobił to pierwszy.
-Kat, gdzie jesteś? Dlaczego nie ma Cię w domu? - mówił zmartwiony.
-Nath... - tylko tyle udało mi się powiedzieć.
-Katie... Co się stało? Dlaczego płaczesz? I gdzie jesteś? - pytał przestraszony.
-Ja... Na komisariacie...
-Co? Jak? Dlaczego?
-Tess... Nie żyje...
-Jaka to ulica?
-To jest obok szpitala... Edgware Rd. Kilka ulic od nas.
-Zaraz będę... - wyszeptał.
-Mhm...
Teraz pozostało mi jedynie czekanie...
~*~
-Kat! - podbiegł do mnie i od razu przytulił.
To Tess zawsze mnie wspierała, a teraz jej nie ma...
-Jedźmy już... - mocniej wtuliłam się w chłopaka i wyszliśmy z budynku. Po chwili jechaliśmy do domu.
-Nathan...
-Tak? - zapytał nieobecnie.
-Ktoś musi zawiadomić Jay'a...
-Wybacz skarbie, ale ja... Nie potrafię.
-Ja mam to zrobić?!
-Katy... Spokojnie.
-OK. Dzwonię... - wybrałam numer.
-Słucham?
-Wiesz już?
-Ale o czym?
-Czyli nie wiesz... - szepnęłam.
-Kate. Co się stało? - zapytał niespokojnie.
-Ja... Nie wiem... Nie wiem... Jak Ci to powiedzieć... - rozpłakałam się. - Tess...
-Co się stało z Tess?!
-Ona... Nie... Nie... Nie żyje - wyszeptałam przez łzy.
W telefonie zapadła głucha cisza.
-Jay? -Mhm? - powiedział, przez zaciśnięte gardło. - Przyjadę do Was.
~*~
Siedzieliśmy wszyscy przy kominku w naszym salonie. Wyzuci z łez. Gdybyśmy mogli jeszcze płakać... Na pewno byśmy płakali. W pokoju panowała cisza. Nikt nie chciał jej przerywać... Najgorsze było, że nikt z Nas nic nie wiedział. Co się stało... Jak... Jak ktoś mógł ją zabić? Co takiego zrobiła?! Czy ktoś w ogóle mógł nienawidzić takiej miłej i uczynnej osoby? Widocznie tak. A może to był jakiś przypadek? Nie wiedzieliśmy. Mogliśmy tylko myśleć, mieć swoje zdanie, ale żadnej pewności, nawet kilkuprocentowej... Policja nie chciała nic powiedzieć. Może sami nie wiedzieli... Siedzieliśmy tak do późna. Nikt nic nie mówił, ale pomimo tego nikt nie chciał by być teraz sam.
Pamiętam, że oparłam głowę o Nathana i zasnęłam.
~*~
Kolejne dni mijały monotonnie. Nadal nic nie wiedzieliśmy. Policja przesłuchała wszystkich, ale żadnemu z Nas nic nie powiedzieli... Nie wiadomo było nawet, kiedy będzie pogrzeb Tess, bo przecież trzeba zrobić te wszystkie analizy, badania, sekcje... Po prostu jak w koszmarze. Nasz piękny, szczęśliwy świat został zburzony... Szybko wzięłam pilot i przełączyłam kanał. Myślałam, że jeśli znajdę jakiś ciekawy film, czy program, to chociaż na chwilę zapomnę... Ale niestety los mnie chyba nienawidził... Utwierdziłabym się w tym przekonaniu, gdybym wiedziała, co mnie jeszcze czeka... Co takiego mi przygotował i na jak wielką próbę mnie wystawi... W telewizji ciągle leciały filmy kryminalne, których po prostu nie potrafiłam oglądać... I ciągle wiadomości, fakty... Na prawdę?! Zawsze muszę trafiać na temat tajemniczego zabójstwa w Londynie?! Minęło już 5 dni, a oni dalej ciągnęli ten temat... Po co? To w niczym nie pomoże. Nie pomoże Tess, nie pomoże mam. Tylko zaszkodzi...
Musiałam iść do pracy - skończył mi się urlop... Szybko pozbierałam się, pożegnałam z Nathanem i wyszłam z domu. Pracowałam jako managerka firmy projektującej ubrania. Praca była dla mnie dość lekka, ale nie wiedziałam jak przeżyję ten pierwszy dzień od czasu śmierci Tess... Czy dam radę się skupić, czy po prostu będę cały czas o tym myśleć... A może praca pozwoli mi zapomnieć chociaż na chwilę o koszmarze, który mnie otaczał?... O złych snach, które stały się ciemną i smutną rzeczywistością?... Zapomnieć? Nie... To nie jest możliwe... Mogę się łudzić do ostatniej chwili, a i tak nie będę potrafiła wymazać tego z pamięci choćby na moment. Nie myśleć o tym, nie zadawać sobie ciągle pytań dlaczego... Niestety. W ciągłych rozmyślaniach dotarłam do pracy. Gdy tylko otworzyłam drzwi podbiegła do mnie koleżanka.
-Katy... Jak ty przyszłaś dzisiaj... Dobrze się czujesz?
-Margaret... Nawet nie pytaj... - pokręciłam szybko głową.
-Rozumiem... Nie chcesz pójść do domu?
-Nie, nie... W domu jest jeszcze gorzej.
-Dobrze... To... Musisz iść do szefowej i wziąć plany na dziś i w ogóle... Mam nadzieję, że sobie poradzisz... - nie bardzo wiedziała jak ze mną rozmawiać.
Nigdy nie widziała mnie tak zrezygnowanej... Zawsze tryskałam pozytywną energią i zarażałam nią wszystkich. Nic nie potrafiło mnie załamać, ale to było za dużo... Przerosło mnie i nie potrafiłam się pozbierać... Wzięłam wszystko co było potrzebne i poszłam do swojego gabinetu. Wszystko robiłam szybko. Dużo telefonów, dużo zamówień... Ale i to nie pozwoliło mi nie myśleć o tym, co dzieje się w około nas... Pewnie właśnie dlatego - że dzieje się w około nas... Jak najszybciej opuściłam budynek, żeby uniknąć rozmowy z kimkolwiek... Ale najgorsze czekało na mnie na zewnątrz... Tłumy reporterów. No tak... Myślą, że ja wiem więcej niż oni?! Mnóstwo pytań, mnóstwo osób... Zero odpowiedzi. Minęłam ich szybko i złapałam taksówkę.
Chwilę później byłam w domu. Panowała przeraźliwa cisza... Aż szumiało w uszach. Wszędzie panował bałagan. Wbiegłam na górę, do sypialni.
-Nathan? Jesteś tu? - zapytałam, a mój głos odbił się echem.
Po chwili chłopak podszedł do mnie. Wyglądał strasznie dziwnie...
-To on zabił Tess... Teraz czyha na nas...
______________________________________________________
Heeeeeeeeeeeeeeyy!! Udało mi się :P
Dzisiaj też starałam się szybko, ale chyba jest dłuższy..
No dobra ;) Dłuższy, ale to wcale nie znaczy,że lepszy. Moim zdaniem to mogło by wyglądać duuużo lepiej. Ale opinię zostawiam Wam. :D
Do Zobaczenia, Buziaki , Pa pa <3
Ciekawie ciekawie...
OdpowiedzUsuńOooo no nieźle ciekawe kto ją zabił ... Jest świetny
OdpowiedzUsuń